𝒯𝒾𝓇𝒶𝓂𝒾𝓈𝓊. Ale nie klasyczne. Bez surowych jajek, za to z białą czekoladą. O tym dlaczego taka wersja, napiszę poniżej. Na razie szybkie wskazówki jak zrobić moją wersję. Podłużne biszkopty należy zamoczyć w wystudzonym espresso i ułożyć na dnie naczynia. Następnie, przykryć je warstwą ubitej kremówki z białą czekoladą i mascarpone. Ja poprzedniego dnia, rozpuszczam białą czekoladę w podgrzanej kremówce; po wystygnięciu, rondelek przykrywam folią i wsadzam do lodówki. W kolejnym dniu ubijam masę ze schłodzonym mascarpone (proporcja 1:1). Następnie przykrywam kolejną warstwą biszkoptów i kładę na nie drugą warstwę mascarpone z kremówką. Wkładam na parę godzin do lodówki i przed podaniem posypuję obficie kakao. Nie spożywam surowych jajek. Dlatego też nie przygotowuję klasycznego tiramisu. Nie wiem czy wiecie, ale salmonella może występować zarówno na skorupce, ale też w środku jaja. A więc sparzenie skorupki, jeśli jajko jest skażone i będzie spożywane na surowo, nie gwarantuje sukcesu. Jedno z moich dzieci miało pecha na wakacjach…Naprawdę, nie życzę nikomu… Mimo, że w swoim życiu zjadłam miliony koglów moglów z surowych jajek wybieranych prosto z gniazda od kur prababci, to po tym przykrym wydarzeniu, nie tykam. Salmonella ginie po obróbce termicznej w ok 60 -70 stopniach i wtedy takie jajko jest bezpieczne. Dobra restauracja, w trosce o zdrowie klienta, nie powinna zatem serwować np tatara z surowym jajkiem…