Pavlova jest chrupiąca na zewnątrz, piankowa w środku, ma kremowy kolor. Pavlovą podajemy z bitą śmietaną z owocami. Wynaleziono ją w Australii lub Nowej Zelandii, na początku XX wieku. Nazwano ją na cześć baletnicy Anny Pawłowej. Występy tancerki cechowała delikatność, lekkość i elegancja. Stworzono deser, który symbolizował jej taniec.
Czasem bywa kapryśna…Jednak przestrzegając poniższych wskazówek Pavlova powinna się udać.


Beza Pavlova nie lubi deszczowej pogody i wysokiej wilgotności powietrza.
Jajka powinny mieć temperaturę pokojową.
Oddzielając białka od żółtek trzeba to zrobić perfekcyjnie. Nawet najmniejsze zanieczyszczenie może utrudniać ubijanie.
Osobiście wolę używać do pieczenia Pavlovej ciut starszych jajek, nie tych najświeższych – wtedy łatwiej oddzielić idealnie białka od żółtek.
Na początku ubijamy chwilę białka ze szczyptą soli, jak będą białe i zwiększą objętość zaczynamy dodawać cukier.
Cukier zdecydowanie ten drobny, dodajemy łyżka po łyżce, tak by całkowicie się w pianie rozpuścił.
Na koniec ubijania dodajemy sok z cytryny oraz skrobię ziemniaczaną.
Dobrze ubita beza nie spada z mieszadła; jest gęsta, stabilna i błyszcząca.
Za długie ubijanie spowoduje „przebicie bezy” – uważność pod koniec ubijania jest bardzo zalecana.
Aby ją dobrze uformować, najlepiej wyłożyć ubite białka do tortownicy bez dna. A następnie tortownicę zdjąć i uformować za pomocą łyżki wyciągając boki ku górze oraz zrobić miejsce na krem na wierzchu bezy.
Pieczemy w określony sposób. Z termoobiegiem, wkładamy do 160 stopni i natychmiast obniżamy temperaturę do 110-120 stopni. Jeśli temperatura będzie wyższa beza będzie miała ciemniejszy kolor…
Bezę z kremem przechowujemy w lodówce. Najlepiej krem wykładać przed samym podaniem.




